• Wpisów:201
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:06
  • Licznik odwiedzin:6 013 / 1680 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wjechaliśmy na zatłoczony parking przed dużym budynkiem z czarnej cegły .
-Nie musisz na mnie czekać , ja sobie poradzę , wrócę autobusem – powiedziałam rozpinając pasy .
Miałam nadzieje ,że właśnie tak zrobi nie miałam ochoty na to żeby na mnie czekał , albo co gorsza patrzył jak się wspinam .
Adam spojrzał na mnie przebiegle .
- Nie pozbędziesz się mnie – oświadczył jakby czytał mi w myślach i wyskoczył z samochodu .
Zanim zdążyłam wyjść , on już otworzył mi drzwi i podał rękę żeby mi pomóc , zupełnie jakbym była jakąś księżniczką . .
Zignorowałam jego dłoń i sama wyszłam z auta .
- I bądź tu dżentelmenem – prychnął
- Gdybyś był dżentelmenem to byś mnie nie prześladował – stwierdziłam . wyminęłam go i ruszyłam do drzwi budynku . Szedł za mną .
- Nie prześladuje cię – otworzył przede mną drzwi i puścił mnie przodem . Weszliśmy do recepcji . Pod ściana ustawiony był blat , na którym stały trzy komputery . Za blatem stała szczupła kobieta , ubrana w czarne dresy .Spojrzała na nas znad monitora .
- Dzień dobry – przywitałam się .
- Cześć Alicjo – przeniosła wzrok na Adama stojącego za moimi plecami . – przyprowadziłaś nowego kandydata ?- zapytała .
Obejrzała się za siebie .
- Nie on przyszedł tylko popatrzeć . – oznajmiłam – mogę swój klucz? – podeszłam bliżej .
- Tak zaczekaj …. – pochyliła się i zaczęła szperać w szufladach .- o jest - podała mi mały srebrny kluczyk z żółta zawieszką z numerem siedemnaście .
- Dziękuje – powiedziała i ruszyłam na prawo , gdzie znajdowały się szatnie .
Adam ruszył za mną .
Odwróciłam się i spojrzałam na niego . Zatrzymała się z uniesionymi brwiami .
- Ty – zaczekałam – zostajesz tutaj .
-Ale ..-
- Za chwile wracam poczekaj tu na mnie – przerwałam i nie czekając na jego odpowiedz poszłam do szatni .
W środku nie było już nikogo . Wszyscy pewnie już byli na Sali głównej . Podeszłam do rzędu małych szafek metalowych i otworzyłam tą ze swoim numerkiem . Wyjęłam strój sportowy , który składał się z krótkich czarnych spodenkach i białej bokserki . Przebrałam się i wyszłam powrotem do recepcji .
Adam stał przy blacie oparty o niego łokciami i rozmawiał z kobietą .
Szybko o mnie zapomniał – pomyślałam z goryczą , ale zaraz się zbeształam za ta myśl . przecież ja go nawet nie lubię , wiec co mnie obchodzi ,że flirtuje ze starszą kobietą i nie zwraca na mnie uwagi . Tym lepiej , może tu nawet zostać do skończenia moich zajęć . Nie zależy mi – tłumaczyłam sobie ,ale nie mogła zagłuszyć cichego głosu zazdrości piszczącego w mojej głowie .
Przeszłam koło nich i weszłam przez durze drzwi na sale główną . Hala była mniej więcej wielkości boiska piłkarskiego a ciągnęła się na wysokość pięćdziesięciu metrów . Na podłodze buły rozłożone materace , które miały amortyzować upadek ze skałki wspinaczkowej .
- Alicja ! – usłyszałam jak ktoś woła moje imię i odwróciłam się w stronę głosu .
W moja stronę szedł wysoki ,blondyn ubrany w czarne spodnie od dresu i biały podkoszulek , który opinał się na jego umięśnionym brzuchu i ramionach .
- Hej mała – powiedział i obiło mnie w pasie . Podniósł do góry jakbym nic nie ważyła .
- Część Maciek – przywitałam się .
Maciek był moim instruktorem przy wspinaczkach i dobrym przyjacielem . Miał osiemnaście lat i wcześniej chodził do mojego liceum , i to on namówił mnie do tego żebym zaczęła się wspinać .
Postawił mnie z powrotem na podłogę i spojrzał na mnie z góry , Był wysoki , miał prawie dwa metry a ja ze swoim marnym metr sześćdziesiąt dwa wyglądałam przy nim jak krasnoludek .
- Jak tam mała . zaczynamy rozgrzewkę ? – zapytał .
Kiwnęłam głową i razem poszliśmy pod najmniejsza ściankę mierzącą dziesięć metrów . Maciek zapiło na mnie pas bezpieczeństwa i pociągnął za linę .
- Wskakuj – polecił . A ja zaczęłam się wspinać . Pierwszą ściankę zaliczyłam w niecałe pięć minut , gdy Maciek ściągnął mnie na dół pokręcił z uznaniem głową .
- Masz coraz lepszy czas – pochwalił
Poszliśmy do trzeciej ścianki ta liczyła trzydzieści metrów .
- Dzięki – powiedziałam i zapięłam kamizelkę zabezpieczająco z pasie .
- Rozmawiałaś z mamą o wyjeździe w góry ? – zapytał , gdy zaczęłam się siłować z pasem , podszedł do mnie i zapiął go . Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością .
-Jeszcze nie , nie miałam na to czasu , wiesz jaka ona jest cały czas zabiegana , nie ma jej w domu a jak jest to dopiero w nocy , a wtedy jest zmęczona i kładzie się spać – wytłumaczyłam .
Kiwnął głowa ze zrozumieniem .
- Wiem ,ale do wyjazdu zostało cztery miesiące i lepiej by było gdybyś już wiedział czy jedziesz czy nie . – sierdził . – możesz się wspinać – powiedział .
Zaczęłam wspinać się na ściankę .
- Oczywiście ,że jadę – krzyknęłam z góry – tylko jeszcze nie wiem czy dostane od niej na to pieniądze czy sama będę musiała uzbierać .
- Mogę ci pożyczyć – zaproponował .
Zatrzymałam się i spojrzałam na niego .Uśmiechnął się do mnie zawadiacko .
- Nic bym od ciebie nie wzięła . – zapewniłam i poszłam w górę .
Dwie godziny później wyszłam z Sali głównej w towarzystwie Maćka .
- A jakbym zaproponował ci pracę ? – zapytał wracając do tematu pieniędzy na wyjazd w góry , których jak na razie nie miałam .
- Niby jaką ? – prychnęłam
- Mogła byś mi tu pomagać , zostać instruktorką . – powiedział poważnie .
- Zwariowałeś mam szesnaście lat na pewno mnie nie przyjmą do pracy , zwłaszcza ,ze przychodzę to dopiero od roku .
- Ale wspinasz się tak samo dobrze jak ja – spojrzałam na niego z uśmiechem – dobra prawie tak samo jak ja . –podkreślił drugie słowo .
- Czyli nie tak znowu dobrze – powiedziałam zadziornie .
- Słucham czy ty mnie właśnie obraziłaś ? – udawał obrażonego .
- Ciebie ? – udałam niewiniątko – jak mogłabym obrazić wielkiego mistrza Mać…
- Przeszkadzam wam ? – usłyszałam.
Adam stał przed nami oparty o blat i patrzył na nas z dziwnym błyskiem o oczach .
- Znacie się ? – zapytał Maciek .
- Tak .
- Tak jakby – powiedzieliśmy jednocześnie .
Sytuacja przypominała mi trochę , sytuacje w która miała miejsce wczoraj w bibliotece .
Maciek spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami .
- Później ci wszystko wytłumaczę – zapewniłam – ale teraz już muszę lecieć – stanęłam na palcach i nachyliłam się żeby do pocałować w policzek ,ale nie mogłam sięgnąć .
Zaśmiał się cicho . Poczułam jak na policzki wpływa mi gorący rumieniec . Podniósł mnie do góry i wtedy ustami dotknęłam jego policzka .
Adam odchrząknął znacząco , dając o sobie znać .
Zirytowało mnie jego zachowanie . Przez dwie godziny gadał sobie z blond lala i nikt mu nie robił wyrzutów z tego powodu a on ma pretensje o parę minut rozmowy z przyjacielem .
- Pa –powiedziałam kiedy mnie odstawił na podłogę .
- Pa mała – poczochrał mnie po włosach .
Gdy byłam juz przy drzwiach od szatni usłyszałam jak mnie woła . Odwróciłam się żeby na niego spojrzeć .
- Nie zapomnij porozmawiać z mama o wyjeździe . – poprosił .
- nie zapomnę , obiecuję – zapewniłam i weszłam do szatni .
Po pięciu minutach weszłam do recepcji i ominęłam Adama , który stał cały czas w tym samym miejscu i posyłał złe spojrzenia drzwiom za , którymi zniknął Maciek .
  • awatar Gość: Cudooooo ;) Robi się coraz ciekawiej, nie mogę się doczekać kolejnego ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Są takie choroby, które można leczyć tylko drugim człowiekiem.
 

 
Kogoś do oglądania filmów.
Kogoś do czytania książek.
Kogoś do upijania się.
Kogoś do nocnych spacerów.
Kogoś do długich rozmów.
Kogoś do milczenia.
Kogoś do wymieniania wiadomości.
Kogoś do wspólnego gotowania.
Kogoś do kąpieli.
Kogoś do podróżowania.
Kogoś do zapominania się.
Kogoś do bycia.
Kogoś do kochania się.

Potrzebuję...
 

 
Dziwnie się patrzy na ludzi, którzy kiedyś byli przyjaciółmi. Bardzo dziwnie.
 

 
Kochanie, życie na tym polega. Na przeciwnościach. Trzeba codziennie zaciskać zęby, a Ty rób to tak dyskretnie, żeby na twarzy mieć uśmiech. I próbuj. Dziś się nie uda - uda się jutro, jeżeli nie jutro... kiedyś. Jeżeli będziesz dostatecznie długo próbować.
 

 
Posłuchaj, chodź ze mną, chociaż zupełnie nie wiem dokąd
Chodź ze mną by sens nadać życia krokom
Ze mną ku słońcu, może gdzieś nad przepaść ze mną
Po szczęście albo po szaleństwo, w ciemność ze mną.
 

 
-Czy można kochać i nienawidzić tę samą osobę?
-Można. Ale szybko gubisz się między "wypierdalaj" a "błagam, wróć".
  • awatar Gość: Jeju jakie to prawdziwe <3 jesteś wspainiała i będe tu częściej wbijać <3 i mam taką ogromną prośbę do Ciebie kochanie :( pewnie mnie zignorujesz bo jestem zasranym anonimem ,ale proszę zrób coś dla mnie :(( wejdź w tego bloga : http://dreamscomeeetrueee.blogspot.com/ i zaobserwuj go bądź dodaj komentarz możesz dodać ,że jesteś tą osobą z pingera żeby łatwiej mi było wiedzieć kim jesteś :( proszę zrób to dla mnie będzie to bardzo miłe i uszczęśliwi pare osób :(( <333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
(...) zaufanie do siebie. To jeden z największych życiowych kapitałów: ufać sobie, dam radę.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak upadnę?
- To się podniosę.
- A jak się nie podniosę?
- To sobie poleżę.
 

 
- To już skończone?
- Tak.
- Czy ona wciąż Cię kocha?
- Tak sądzę.
- To znaczy, że nic nie jest skończone.
 

 
Dopiero człowiek, przy którym przestajemy się bać i wstydzić swojej zwyczajności, niedoskonałości, bycia nie w formie, że nie stać mnie na coś, boję się, nie znoszę; dopiero możliwość pokazania takich rzeczy przy kimś, przy kim nie boimy się, że nas za to zostawi - buduje prawdziwą więź.
 

 
Myślałem, że...ty i ja...może moglibyśmy gdzieś wyjść razem, pewnego dnia. Dzisiaj. Teraz. Chodź ze mną.
- Nie, ja... Myślę, że to niemożliwe.
- Dlaczego nie?
- Dlatego, że jak pójdziemy gdzieś razem będę się bała, że pewnego dnia, może nie dziś, może nie jutro, ale jakiegoś dnia, nagle...mogę zacząć płakać i będę płakała tyle, że nic i nikt nie będzie mógł mnie powstrzymać.
i łzy wypełnią pokój i zabraknie mi powietrza i pociągnę cię ze sobą i utoniemy oboje.
- Nauczę się pływać.
 

 
-Wierzysz mi ?
-Z reguły wierze każdemu .
-A nie z reguły nikomu ?
- No nikomu.
-Nawet sobie ?
-Sobie najbardziej nie wierze.